No, na reszcie udało mi się poskładać klip z naszego wypadu rowerowego w góry w czerwcu tego roku. Trochę to trwało, ale przynajmniej jepiej się ogląda :D Wspomnienia wracają i mam nadzieję, że film ten będzie uczestnikom owej wyprawy do końca życia przypominał te wspaniałe chwile, które spędziliśmy wspólnie, robiąc to co kochamy najbardziej ;P

Może po krótce opowiem o naszej przygodzie, a więc…..

Już swego rodzaju tradycją się stało, że każdego roku staramy się wspólnie, tj. Janusz, Maciej i moja skromna osoba (zazwyczaj), zaplanować jakieś niezwykłe spotkanie na wspólne rowerowanie. Jak śledzicie nasze przygody, to wiecie, że raz był to wypad nad morze, innym razem wyjazd na Single do Świeradowa, jeszcze innym na szosową wspinaczkę do Jeleniej Góry.

Tym razem pomysł był taki, żeby wyjechać na dwa dni w okolice Kapracza, aby zmierzyć się z chyba najbardziej wymagającymi wyzwaniami, jakie można znaleźć w Sudetach pod rower szosowy. No, może te najbardziej znane i popularne. Myślę tutaj o takich podjazdach jak Orlinek, Przełęcz Karkonoska, Przełecz Okraj, podjazdy w okolicach miejscowości Bacówka czy Miedziance.

Na termin wypadu wybraliśmy czerwiec. Sezon jeszcze przed urlopowy, a i pogoda powinna dopisać :) Na miejsce noclegu wybraliśmy Camp 66 u stóp Karpacza. Świetne miejsce na biwak, bardzo dobrze wyposażone zaplecze. Istnieje tam również możliwość wynajęcia dużego wojskowego namiotu, z której to właśnie skorzystaliśmy.

Na miejsce przyjechaliśmy już wieczorem 12 czerwca, aby w trasę wyruszyć wypoczętym i w miarę możliwości wcześnie, ponieważ czekała nas wymagająca i długa przeprawa :p

Na nasz wypad zaplanowałem kilka propozycji tras, wspólnie wybraliśmy dwie chyba najciekawsze i najbardziej optymalne pod kątem dystansu, przewyższeń itd. Na pierwszy dzień trasa kształtowała się następująco: ok 135 km i ok 2900 m w pionie. A pokonać mieliśmy takie podjazdy jak Orlinek, Przełęcz Karkonoską oraz kilka nie mniej wymagających podjazdów po czeskiej stronie.

Poranek przywitał nas deszczem i temperaturą w okolichach 10 stopni C. Jednak pogoda nas nie zniechęciła – w końcu zaplanowanie takiego wyjazdu w momencie kiedy wszyscy z nas pracują, mają rodziny i wiele innych obowiązków, to nie wyjście wieczorem na piwo i nie można tego po prostu przełożyć „na za tydzień”. Dlatego zjędliśmy śniadanko, na rowery i jazda. W momencie startu, deszcz nie padał, jednak chmury nie pozostawiały złudzeń. Już na szczecie Orlinka zaczeło lać. Niestety Maciej nie zabrał przeciwdeszczówki i musiał improwizować. U pani, u stóp dolnej stacji kolejki na Śnieżkę, zaopatrzył się w świetną, wykonaną z najwyższej jakości materiałów, idealnie dopasowaną pelerynę – która moim zdaniem stała się symbolem naszej wyprawy :D I tak sobie jechaliśmy, chwilę w deszczu, chwilę bez deszczu, jednak szosa mokra, więc i tak leciało na nas spod kół. Dojechaliśmy do Przełęczy Karkonoskiej….. Bardzo się „bałem” tego podjazdu. Był dla mnie jedną wielką niewiadomą. Moja szosa dysponuje najlżejszym przełożeniem 39 przód i 28 tył. Pokonywałem już na takim przełożeniu podjazdy o nachyleniu 8%, zdarzały się krótkie odcinki 10%, ale przełęcz na odcinku 3,3 km miała mieć ŚREDNIO 12% a miejscami i 20%! Jednak nastawiony byłem bojowo i zaciskając zęby ryszyłem z towarzyszami pod górę! Początek podjazdu przywitał nas już nachyleniem w okolicach 20%. Ale powolutku kulałem się do przodu i po pewnym czasie licznik zaczął pokazywać bardziej łaskawe wartości nachylenia – ok 8-10%. Niestety końcówka była na dobicie! Nie dałem się pokonać! Przełęcz Karkonoska zdobyta bez podpórki!

Na górze zrobiliśmy sobie zasłużoną przerwę na gorącą herbatę i małą przekąskę. Teraz czekał nas RAJ dla rowerzystów, szerokie, piękne, równe asfaltowe drogi, żal tylko, że deszcz nie pozwolił nam czerpać ze zjazdów tyle radości ile można…. POgoda cały czas w kratkę, raz słońce, raz deszcz. Maciej złapał laczka, poza tym bez awarii. Przed końcem dnia, niestety bateria w kamerze padła :/.

Drugiego dnia czekała na nas trasa ok 77 kilometrowa z niespełna 1500 m podjazdów. A zaliczyć mieliśmy podjazd w miejscowości Miedzianka, później naj bardziej stromy tego dnia, w okolicach miejscowości Bacówka a na koniec najdłuższy na Przełecz Okraj. Pogoda nie lepsza jak pierwzego dnia. Ale entuzjazmu nam nie brakowało. Ochoczo, po kolarskim śniadaniu wyruszyliśmy w trasę. Tym razem, cała trasa przebiegała po polskiej stronie, jakość dróg pozostawiała wiele do życzenia….. O dziwo pelerynka Macieja przetrwała trudy trasy dnia pierwszego i służyła mu jeszcze przez cały drugi dzień! Njawiększą przyjemnością tego dnia dla mnie były wyżej wymienione podjazdy, ale naj najbardziej podobał mi się zjazd z Przełęczy Okraj!

No i co, dojechaliśmy do mety, trzeba było się zbierać i w drogę do domu. Po drodze, również nasz tały punkt rowerowych wypraw, zawitaliśmy u Chińczyka na kaczuszce :D MNIAM!!!!!

Za kilka chwil przywitamy nowy, 2017 rok, trzeba pomyśleć o kolejnym wyzwaniu………

Oczywiśćie podziękowania należą się firmie SPORTSCAM.PL, która już po raz którys umożliwiła nam skorzystanie ze swojego sprzętu w postaci kamery GoPro Hero wraz z akcesoriami! SRDECZNIE POLECAM!

TRASA DZIEŃ I

TRASA DZIEŃ II

FILM